GRY PARAGRAFOWE

Rycerze i spółka - recenzja


Mężczyzna siedział na kanapie pochłonięty czytaną właśnie książką. Od czasu do czasu nieprzytomnie sięgał po stojący obok kubek z logiem MGS V: Phantom Pain i upijał z niego łyk kawy. Wtem gwałtowny, piskliwy dźwięk dzwoniącego domofonu wyrwał go z urojonego przez autora książki świata. Wrócił do rzeczywistości. Niech to szlag… Podszedł do domofonu i podniósł słuchawkę.

- Kurier! – usłyszał. Wcisnął więc przycisk, a w tle rozległo się ciche, niosące się echem po klatce schodowej brzęczenie. Po chwili kurier był już na piętrze. Wręczył mężczyźnie paczuszkę i zniknął za zamkniętymi drzwiami.

Mężczyzna przyjrzał się kartonowi. Oklejony był taśmą z logiem Grupy Wydawniczej Foksal. Kiedy rozciął ją nożykiem do tapet i wyciągnął zawartość, jego oczom ukazało się kilka książek. Były wśród nich: Wilkołak, Cztery śledztwa Sherlocka Holmesa, Łzy bogini Nuwy i Rycerze.

- No, jestem pod wrażeniem – pomyślał mężczyzna przeglądając książki jedną po drugiej. A te rzeczywiście były piękne. Wykonanie było na bardzo wysokim poziomie. Twarda oprawa z gustownie tłoczoną czcionką, przyjemna dla oka szata graficzna, wysokiej jakości papier. Naprawdę solidna robota.

- W porządku – przeszło przez myśl mężczyzny. – Rzucę tylko okiem i wracam do książki. Później zajmę się tymi interaktywnymi komiksami.

Jak pomyślał tak zrobił. Rozłożył komiksy przed sobą i przelustrował okładki. Łzy bogini Nuwy przedstawiały przyjemny obraz tajemniczej postaci oraz drzewa kwitnącej wiśni. Klimaty KKK (nie, nie Ku Klux Klanu…) nigdy specjalnie nie go interesowały, więc na razie odłożył ją na bok. Najbardziej interesujący zdawał mu się przeznaczony dla starszego nieco odbiorcy Wilkołak. Dlatego też sięgnął po Rycerzy, którzy ze swoim stylem przywodzącym na myśl Asterixa i Obelixa czy Kajko i Kokosza, podobnie zresztą jak komiks z detektywem wszechczasów, zdawali się najbardziej infantylni. Nie miał przez to na myśli, że są gorsi, po prostu spodziewał się po nich treści przeznaczonych stricte dla najmłodszych. Dlatego też chciał szybko przejrzeć komiks aby móc przejść dalej.

I rzeczywiście Rycerze okazali się komiksem raczej dla dzieci. Nie przeszkadzało to jednak w żaden sposób mężczyźnie w tym, by bawić się przy nich wyśmienicie. Do tego stopnia, że zapomniał kompletnie o czytanej wcześniej książce, i że planował zaraz sięgnąć po Wilkołaka – plany te nagle uległy zmianie. Wesoły charakter Rycerzy wciągnął go bez reszty. Dlatego też to o nich postanowił napisać najwięcej.

Na początku mężczyzna wcielił się w jednego z trzech mieszkających na wsi braci, których największym marzeniem było zostać rycerzem. Każdy z nich miał swoje atuty: jeden był mądry, drugi silny, a trzeci sprytny. Wprawdzie każdy z braci dostał aż po cztery cechy, ale podział zapisany wyżej w zupełności by wystarczył.

Bracia udali się więc do miasta aby wziąć udział w próbach, których pomyślne ukończenie miało ziścić ich marzenie. Na miejscu okazało się, że ich celem będzie odnalezienie jak największej ilości bransoletek męstwa (czy to aby nie oksymoron?) w ciągu pięciu dni. Tak zaczęła się ich przygoda. Mężczyzna miał do dyspozycji całą Krainę Miłościwego Króla Ludwipchełka. Świat okazał się być otwarty i dawał braciom dużą swobodę w jego przemierzaniu. Na każdej klatce z ilustracją znajdywał liczby kierujące w miejsce, w które chciał się udać. Było to dość wygodne i przejrzyste rozwiązanie. Gdy znajdował liczbę namalowaną na ścieżce, oznaczało to, że udanie się do obrazka oznaczonego tą liczbą skieruje go ową ścieżką, liczba na drzwiach kierowała go w kierunku tychże drzwi i tak dalej. Z czasem okazało się jednak, że sporadycznie nawigacja przysparzała małych kłopotów, gdyż obrazki nie zawsze wizualnie przedstawiały ciąg drogi, i numer, który zdawał się być drogą powrotną do poprzedniego obrazka, w rzeczywistości kierował w zupełnie nowe miejsce, na nowym obrazku. Było to jednak incydentalne i nie wpłynęło w żaden sposób na odbiór całości.

Mężczyzna zauważył też, że warto wytężać wzrok podczas wyprawy i szukać ukrytych wskazówek i przejść. Liczby bowiem nie zawsze pokazane były jak na dłoni. Często najciekawsze zakątki krainy kryły się gdzieś w trawie, między drzewami czy kamieniami. Poza tym łatwo było przeoczyć porozrzucane niekiedy w bardzo zaskakujących miejscach bransoletki męstwa albo czyhające na niego zasadzki. Niejednokrotnie też jeden fałszywy, nieprzemyślany ruch kończył się natychmiastową śmiercią, która pomimo krwi, nie była ukazywana w drastyczny sposób (inaczej rzecz się miała w Wilkołaku). Przykry był fakt, że nie wszystkie drogi, prowadzące do feralnych wyborów, dawały wskazówki lub ostrzeżenia pozwalające uniknąć śmierci.

Od czasu do czasu mężczyzna natrafiał na jakąś zagadkę utrudniającą dalszą drogę lub blokującą dostęp do interesujących miejsc czy przedmiotów. Zagadki owe prezentowały zróżnicowany poziom trudności. Mężczyznę zaskoczyło, że kiedy w drodze zaciął się na łamigłówce skierowanej do dziesięciolatka, zmuszony był skapitulować lub prosić o pomoc żonę. Pocieszał się wtedy starym porzekadłem, że nie ma zagadek łatwych i trudnych, tylko takie, na które zna się, bądź nie zna się odpowiedzi. Na te widocznie nie znał…

Mechanika była prosta i nie wymagała od mężczyzny niemal żadnych aktywności. Ot, od czasu do czasu zanotował jakąś zmianę w parametrach, zapisał w dzienniku znaleziony sprzęt czy zaznaczył odnalezioną bransoletkę męstwa.

Wyprawa okazała się bardziej wymagająca, niż spodziewał się tego mężczyzna. Nie od razu bowiem udało mu się zdobyć tytuł rycerza. Ponadto świat okazał się na tyle duży i interesujący, że niejednokrotnie jeszcze wyruszał na wyprawę, czy to w poszukiwaniu bransoletek męstwa, czy po prostu aby odkryć nowe zakamarki Krainy Miłościwego Króla Ludwipchełka.

W końcu jednak mężczyzna sięgnął po najciekawszą jego zdaniem pozycję, Wilkołaka. Oferował on zbliżoną w zamyśle przygodę do Rycerzy, jednak utrzymaną w poważniejszym (i brutalniejszym) tonie. Mechanika również okazała się bardziej skomplikowana, ale dawała też więcej satysfakcji i emocji niż ta w Rycerzach.

Zadanie stojące przed mężczyzną podczas przygody w Wilkołaku, polegało na odkryciu tajemnicy zniknięcia mistrza głównego bohatera. Do jego dyspozycji również został oddany otwarty świat w postaci miasta, po którym mógł się swobodnie poruszać i uczestniczyć w różnego rodzaju aktywnościach. I tu zabawa zapowiadała się zachęcająco.

Tymczasem rzucił też okiem na Sherlocka Holmesa i jego cztery śledztwa. Upił kolejny łyk z kubka Diamond Dogs. Oprawa graficzna również przypominała tę z Rycerzy, a i tematyka, wbrew pozorom, pozwalała sięgnąć po tę pozycję młodszym odbiorcom (choć wskazane byłoby w tym przypadku sprawdzenie pozycji przez rodziców, do których ostatecznie będzie należeć decyzja, czy ich pociecha powinna podjąć śledztwo, czy nie). Czas spędzony z tym komiksem pozwolił zorientować się mężczyźnie w tym, że i Cztery śledztwa wymagać będą od czytelnika spostrzegawczości i niemałej bystrości. Nie zaskoczyło go to. Postać Sherlocka Holmesa zobowiązywała do mnogości zagadek i łamigłówek. Mechanika nie należała do skomplikowanych, jednak niezbędne okazało się notowanie postępów śledztw. Bez tego bowiem łatwo było pogubić się w mnogości wskazówek i tropów (i trupów – no dobra, trupów nie było aż tak dużo). A i z tym doprowadzenie śledztw do szczęśliwego finału nie należało przecież do najłatwiejszych.

Ze szczerym podziwem mężczyzna przyznał, że jest pod wrażeniem mechaniki przesłuchiwania świadków. Okazało się bowiem, że nieodpowiednio zadane pytanie może zezłościć świadka zaprzepaszczając tym samym szansę na wyciągnięcie od niego istotnych informacji.

Łzy bogini Nuwy były ostatnim komiksem, po który sięgnął. Przygody łowczyni nagród z Kraju Kwitnącej Wiśni, w którą przyszło wcielić się mężczyźnie, z grubsza przypominały te z Wilkołaka. Komiks, momentami dość brutalny, w opinii mężczyzny nie nadawał się dla najmłodszych. Mechanika natomiast okazała się dość prosta, podobnie jak w przypadku Rycerzy. Również tutaj arena wydarzeń miała otwartą strukturę i dawała dość dużą swobodę działania. Problemem okazał się czas, gdyż główna bohaterka miała tylko jeden dzień na odzyskanie tytułowych łez. Nie bez znaczenia okazały się też aktywności poboczne, mające niemały wpływ na losy bohaterki.

Mężczyzna ani przez chwilę nie żałował, że odłożył wcześniej czytaną książkę i zajął się interaktywnymi komiksami. Tak naprawdę nie pamiętał już nawet co to była za książka. Wiedział już, że komiksy od czerwonego lisa były naprawdę solidnym i atrakcyjnym produktem, a cena oscylująca w okolicach 35 złotych bardzo adekwatna, zwłaszcza biorąc pod uwagę jakość ich wykonania.

Z żalem musiał odłożyć jednak komiksy na półkę, gdyż wisiało nad nim widmo wielu innych zobowiązań, ale przyrzekł sobie, że jak tylko się z nimi upora, wróci do śledztwa i odnajdzie swojego mistrza, oraz rozwikła tajemnicę, w którą zamieszany był Wilkołak. Za punkt honoru postawił sobie także rozwiązać wszystkie cztery śledztwa, prowadzone przez animowaną wersję detektywa wszechczasów.

Recoil

Copyright © by alien2020@wp.pl 2002-2018